sobota, 5 marca 2011

Apel wojskowy!*



Swego czasu na imprezach grona w którym się obracam stało się zajebiście znane nagranie dźwiękowe apelu wojskowego. Dla tych co nie znają:



Apel ten stał się tak popularny, że kiedyś z Gospodarzem w któryś zimowy poranek przerobiliśmy te nagranie na wersję nam odpowiadającą. Nie dawno ją odkopałem i postanowiłem zamieścić:

Witam, wszystkich w dzień po imprezie pięknie się rozpoczynający i zapowiadający. Zebraliśmy się tutaj, aby zobaczyć mecz. Uczciwość wymaga, aby postawić sobie pytanie. O co tu kurwa jego mać chodzi w tym burdelu? O co tu chodzi? Augu*** miał na to jedno zdanie – porośli i się w dupach poprzewracało, niektórym, albo mówiąc po wojskowemu „Najebało prądu w kite nigdy nie obciętą, ani nigdy nie przyciętą”. Ci co byli wcześniej na imprezie, ale na porządnej imprezie, a nie kurwa w przedszkolu to wiedzą o co chodzi, a barany typu kurwa Dytko***, Świd*** i reszta pierdolców z gimnazjum 21, zjebanych łbów. Niech popytają starszych służbą co to znaczy, kto ma prawo do dobrej imprezy, a nie dwu godzinnej pedalskiej potańcówki. Jak mówiłem, żeby dobrze spożywać alkohol, to liczyłem, że 17-letni koń jest w stanie zrozumieć co to znaczy dobrze, a dla niego dobrze to się nakurwić i dym robić na imprezie. Wódka jest dla mądrych ludzi i piwo, a nie dla baranów. Barany piją wodę z koryta, albo kwaśne mleko – najwyżej sraczki dostaną. Czas się zacząć szkolić obywatele. Wyśpią się kurwa za dnia, a potem się kanarki we łbach lęgną i pierdy w dupie z którymi nie wiadomo co zrobić, jak za dużo energii to do kabiny i tam Se kurwa sklepać i robić swoje. Wojciechow*** tłumacze odkąd przyszła na imprezę, czyli od 18-tej końca, początku 19-tej jak się zobaczyliśmy żeby Se wymieniła u Gospodarza poduszkę, nie…po co, śpi na takiej chujni. Syf, gdzie nie zajrzeć, a jak od porządków woli się wódę, to później taki efekt jest. Jak Sie wchodzi na dół kurwa, z buciorka i klamka wyrwana w cholerę. Później Se porozmawiamy z zainteresowanymi, o ile pamiętają mam nadzieję, o ile pamiętają co robili w jaki sposób i z jakimi skutkami, a siostra to samo – nie reaguje, bo jak się nie reaguje w momencie jak się zaczyna zagrożenie, jak wóda wchodzi na imprezę, albo najebani wchodzą, pod wpływem i się ich nie izoluje, nie wypierdala na zewnątrz, nie dzwoni się do starych, bo po co. Lepiej zadzwonić i pytać o zdrówko kurwa, niż o to co się na imprezie dzieje, to już potem co pozostaje jak wchodzą z drzwiami? Do modlitwy! Maila słać, „co ja mam robić?!” KUPĘ! W KIBLU NR 3, bo nic innego nie pozostaje. Pozostaje zrobić kupę i się okopać i białą chorągiew wywiesić. Bo po to są pełnoletni, żeby reagować, przed a nie po. Po to już można popić wodą i ogłosić kurwa abdykację i upadłość, a tak by należało zrobić w tym momencie. Ale jak jest przyzwolenie społeczne, żeby się chujnia działa, to tak właśnie jest, właśnie tak się dzieje. Dziękuję za uwagę. Rozejść się.

* Wpis jest przeznaczony raczej dla osób, które znają mnie osobiście, bo inaczej jak sami widzicie - traci on sens. Nie bierzcie wpisu zbyt poważnie ;D

środa, 2 marca 2011

Dulszczyzna



Tak, tak, wiem. Możecie mówić, że jestem leniwy. Postanowiłem jednak wrzucić zadanie domowe z polskiego na Bloga, niech świat się dowie co sądzę, na ten temat, który nawet mi się spodobał - swoją drogą.

Zastanawialiście się kiedyś czym jest dulszczyzna? Znaliście w ogóle taki trudny wyraz? No ja przykładowo nie (i tu chwała dla lekcji języka polskiego). Nawet jeżeli już znacie definicje tego słowa to i tak nigdy nie udało się Wam zaobserwować na własne oczy w czym rzecz.

Obłuda i dewocja spotykana jest na każdym kroku. Nie jest ona kojarzona jako zespół złych cech prawdopodobnie wyniesionych z domu. Widząc osobę nadgorliwą spychamy ją na bok nie zastanawiamy się jak wygląda życie osobistego takiego człowieka. Nie zrozumcie mnie źle, bo nie każdy nadgorliwy człowiek od razu jest przedstawicielem dulszczyzny, ale co by moje wypracowanie miało jakąś ciągłość i przynajmniej jedną stronę muszę o czymś pisać. Wracając do tematu.

Prawdziwej dulszczyzny nie spotyka się na co dzień. Osoby te potrafią się rewelacyjnie maskować. W kontaktach z osobami trzecimi wydają się mili, sympatyczni i obyci z zasadami moralnymi. Dopiero po powrocie do domu ściągają przysłowiową maskę i ukazują swoje prawdziwe oblicze. Znęcając się nad rodziną są święcie przekonani, że wszystko jest poukładane, bo już w najbliższą niedzielę jak zawsze zawitają do kościoła pokazując sąsiadom, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Pokazują swoją religijność przyjmując komunie świętą itd., co według mnie stawia naszego bohatera w jeszcze gorszym świetle. Jednak nie mnie to oceniać. Jestem ateistą i nie do końca kojarzę co wolno, a co nie chrześcijanom.

Kolejną sprawą którą chciałbym poruszyć a propos tematu są homoseksualiści, a właściwie ich zachowanie i podejście do tematu ujawnienia światu swojej orientacji. Nie krytykuję oczywiście wszystkich homoseksualistów, bo jestem człowiekiem tolerancyjnym. Znajdzie się jednak kilka "kwiatków" na "tym smutnym jak pizda świecie" które nie przyznają się otwarcie do swoich pociągów względem płci podobnej. W imię dobrego nazwiska oszukują wszystkich w koło włączając w to swoją osobę (co by tylko nikt nie plotkował). Najgorsze jest w tym wszystkim to, że na takim zachowaniu cierpią inni. Wyobraźcie sobie, że po dziesięciu latach małżeństwa okazuje się, że nasz partner jest odmiennej orientacji. Jak wytłumaczyć dzieciom, że tatuś leżąc na mamusi myślał o Eltonie Johnie? Pojebana akcja, musicie przyznać...ale nie mnie tu oceniać, bo sam nie zawsze jestem wzorem do naśladowania.

środa, 16 lutego 2011

Jeden dzień:

Znów nie dają się wyspać. Mieszkam na wsi więc zapewne domyślacie się, że od samego rana, od momentu gdy tylko ludzie zaczynają opuszczać własne łóżka psy zaczynają szczekać. Tak głośno... zbyt głośno. Głowa mi pęka i te słońce które od kilkunastu minut daje po bani.

Czas wygrzebać się spod tego śmierdzącego koca. Moment... to nie koc śmierdzi, to ja. Muszę się wykąpać, a przynajmniej wypadałoby to zrobić. Może później zachce mi się wskoczyć do wody, na razie jest mi zimno. Bardzo zimno. No tak, przecież jest zima. Zapomniałem, to pewnie przez tą ciągłą monotonię.

Przeciągam się raz za razem, żeby rozprostować kości, które ścierpły mi od spania w jednej pozycji. Jak się nie ruszam pod moim kocem jest cieplej. Wydaje mi się, że to zasługa mojego ciała które wytwarza odpowiednią temperaturę do snu. Nie śpię ostatnio zbyt dobrze. Jestem już stary...

Dość narzekania. Mógłbym siedzieć i godzinami rozmyślać nad wpływem palenia marihuany na miesiączkowanie pingwinów cesarskich, ale nikogo nie obchodzi moje zdanie. Swoją drogą... wiedzieliście, ze pingwiny to taka odmiana krów? Whatever, czas coś wszamać.

Nie będę siedział jak debil, bo żarcie do mnie samo nie przyjdzie, muszę udać się do miejsca w którym zazwyczaj się stołuję. Znów ten sam posiłek. Nie zmienny od dłuższego czasu. Popijam go wodą. Jak można pić cokolwiek innego niż woda. Przecież pijemy po to, żeby ugasić pragnienie, a nie po to żeby je wywołać. Przynajmniej takie było założenie kiedyś.

Jeszcze nie ma południa, a ja nie wiem co ze sobą zrobić. Z braku lepszego zajęcia idę na spacer. Poszwendam się trochę po okolicy, pójdę do lasu się odlać. Może to zabrzmi dziwnie, ale wolę sikać na łonie natury niż we własnych czterech kątach. Wydaje mi się w takich chwilach, że jestem wolny. Lubię czuć wiatr w tamtych miejscach, jest to naprawdę przyjemne, musicie kiedyś spróbować.

Słońce zaczęło szczytować. Dwunasta. Pogadam trochę z sąsiadami o pierdołach, bo o czym innym z nimi gadać. Wydaje mi się, że nie pasuję tutaj. Chciałbym zrobić coś znaczącego, ale co? Po raz kolejny odkładam kreatywność na następny dzień, tak samo jak wczoraj, przedwczoraj i każde inne 365dni w roku.

Wracają najbliżsi. Cieszy mnie to jak ja pierdole. W końcu ukochane twarze. Mógłbym z nimi siedzieć godzinami i po prosu milczeć. Problem w tym, że oni nie mają dla mnie czasu. Kiedyś było inaczej. Nasze relacje zmieniły się na gorsze w dalekiej przeszłości, nie pamiętam już kiedy i nie obchodzi mnie to. Nic złego przecież nie zrobiłem, a przynajmniej nie pamiętam żebym zrobił.

Siedzę bez ruchu i patrze jak gadają o czymś. Nie słucham ich, to co mówią jest mało istotne, poza tym nigdy nie rozumieliśmy się zbyt dobrze. Więc patrzę na nich i robię wszystko żeby zwrócili na mnie uwagę, a oni udają że mnie nie widzą. Cóż, dosyć błaźnienia się. Czas na popołudniową drzemkę. Taaak wiem. Popołudniowa drzemka zazwyczaj nie kończy się na popołudniu, a biegnie jeszcze przez całą noc. Nie ważne. I tak znowu z samego rana obudzą mnie te same dźwięki nie dające spać.

I tak dzień w dzień to samo. Każdy następny dzień różni się od poprzedniego tylko datą. A co innego mam robić, przecież jestem tylko zwykłym psem...

Pozdro dla Lita, pomysłodawcy ;D

czwartek, 3 lutego 2011

Bajka



Dawno, dawno temu była sobie Zazdrość. Żyła ona w zgodzie z Wyobraźnią. Zgoda? Za mało powiedziane. Zazdrość i Wyobraźnia były najlepszymi przyjaciółkami i nigdzie się bez siebie nie ruszały...

...pewnego razu, Zazdrość wpadła na pomysł, aby wybudować więzienie w którym będą zamykane istoty ludzkie. Zazdrość od razu podzieliła się swoim planem z Wyobraźnią. Długo nie trwało zanim bohaterki naszej opowieści uzgodniły listę przewinień, za które można było znaleźć się w ich fortecy smutku i beznadziei. Głównym błędem popełnianym przez człowieka, był brak pewności siebie.

Aby wszystko prosperowało jak należy podzielono obowiązki po równo. Zadaniem Zazdrości było pilnowanie, aby więźniowie pozostawali zniewoleni, Wyobraźnia zaś torturowała ich bezlitośnie. Miejsce to nie było jednak tak przerażające jak pierwotnie zakładano. Dlatego też epicka dwójka postanowiła zaciągnąć do służby pomocników. Tak też się stało. Zostały wywieszone ogłoszenia, a z racji, że wynagrodzeniem było odebranie ludziom szczęścia chętnych nie brakowało.

Pierwsza zgłosiła się Frustracja, która "opiekowała się" ludźmi w chwilach wolnych od tortur Wyobraźni. Szło jej zaskakująco dobrze, szepty które kierowała do ludzi zamkniętych w celach odbierały prócz szczęścia nadzieję, która pozwalała ludziom pozostać przy zdrowych zmysłach. Najstraszniejsze w działaniach Frustracji było uczucie niemocy które pobudzała w więźniach.

Jako drugi został zatrudniony Strach. Nie odstępował on Wyobraźni na krok. Towarzyszył przy każdej sesji psychicznych tortur, które fundowała Wyobraźnia ludziom słabym. Oprócz przerażających obrazów od tego momentu ludzie musieli znosić lęk przed utratą najbliższej sercu osobie.

Trzecim pomagierem okazała się Nienawiść. Jej głównym zadaniem było zdławienie w ludziach miłości. Nie było to łatwe zadanie, gdyż niektórzy skazani kierowali się miłością jako główną wartością w życiu. Dlatego też Nienawiść przychodziła jako ostatnia. Gdy już z więźniów zostały wyssane ostatnie pokłady nadziei, wkraczała ona... wielka, dumna i nie zwyciężona.

Praca tych 5 klawiszy była tak dokładna i sprecyzowana, że powstało nowe uczucie tak popularne, że ludzie nadali mu nazwę - Chorobliwa Zazdrość. Przez wiele miesięcy dławiła ona niewinnych. Aż w końcu do ludzi zaczęło docierać, że nie zostali oni skazani na dożywocie, lecz na bliżej nie określony czas. Gdy zrozumieli ten fakt zaczęli dostrzegać, że są więźniami własnego umysłu. Ta wiedza pozwoliła się wyzwolić, ale tylko nielicznym, a gdy komuś już udało się uwolnić, nigdy nie wracał do aresztu zbudowanego we własnej podświadomości.

KONIEC

wtorek, 1 lutego 2011

Miłości stanowczo mówimy tak!




W końcu jest troszkę dawnej weny na którą czekałem cały dzień w swoim łóżku, opatulony kołdrą leżący na jednej poduszce obejmując drugą w najbardziej żałosny sposób jaki możecie sobie wyobrazić. Smutno mi bo moim postanowieniem noworocznym było, żeby znowu zacznę pisać, ale wraz z noworocznym kacem postanowienie prysło jak bańka mydlana.

Przeglądałem to co już wcześniej było i wiecie co? Trochę jestem z siebie dumny, bo udało mi się zawrzeć w postach szczęście, przyjaźń, a nawet miłość. Rozsądek podpowiadał mi żebym napisał o nienawiści, ale w końcu jest ona zawarta w każdym nędznym poście który możecie tu przeczytać, bo w końcu taka, też jest tematyka bloga... Tyle słowem wstępu.

Zanim zacznę uprzedzę Was, że temat dzisiejszych wypocin odbiega od tematyki bloga i jak to też bywało od czasu do czasu mam zamiar poruszyć temat czysto egzystencjalny. Wróćmy do tej nieszczęsnej miłości. Temat szerszy niż odbyt Eltona Johna, więc można pisać i pisać, tym razem w głównej roli obsadziłem miłość o relacjach poważniejszych niż człowiek-muzyka. Czym w ogóle jest miłość? Z pewnością najpotężniejszym uczuciem, które stworzył człowiek.

Czy aby uczucie kreowane na przestrzeni wieków jest czymś dobrym?

Sami prosiliśmy się o ból i cierpienie, którym zawsze kończy się związek. Niech ktoś spróbuje zaprzeczyć w komentarzach to i tak skasuje, żeby moja teoria była nienaruszona. Przypatrzcie się trochę bliżej, rozpad związku może być z dwóch powodów. Pierwszym jest zdrada, gasnące uczucie, czy jakiś inny beznadziejnie popierdolony powód. Koniec końców, któraś ze stron cierpi, a jak dobrze pójdzie to męczy się jedno i drugie. Drugim powodem jest śmierć ukochanego. Ten co wyciągnie nogi to ma wyjebane, ale postawcie się w sytuacji kobiety, która traci męża po 40latach małżeństwa i zostaje sama w pustym domu w którym każdy przedmiot kojarzy się z tą wyjątkową osobą, która była jedna jedyna, na całe życie. Gówno w chuj, prawda?
Może myślę prymitywnie, ale związki międzyludzkie w epoce kamienia łupanego to były jednak zajebiste. Facet wracał z polowania, upatrzył sobie pierwszą z brzegu, zrobił co musiał, a 9 miesięcy później rodziło się dziecko, którym opiekowało się całe stado. Kurwa, żyć nie umierać. Poruchać - poruchasz, żadnych awantur, a na koniec nawet alimentów nie trzeba płacić.

Trochę znegowałem, wiem. Ale na swoje usprawiedliwienie, powiem, że gdyby nie poprzedni akapit, to ten który właśnie czytasz nie trafiałby tam, gdzie chciałbym żeby się znalazł. Byłeś kiedyś zauroczony? Cudowne uczucie, prawda? Minusem jest ta niemoc, która owładnia Tobą, gdy zrobiłeś już wszystko, żeby podmiot Twojego zainteresowania chciał spędzać z Tobą każdą wolną chwilę, a tu dalej nic... Kiedy w końcu Twoja królowa, zwróci swoje piękne oczy w Twoją stronę wiesz, że możesz wszystko, że świat należy do Ciebie. Idąc ze swoją kobietą po łące czujesz zapachy, których wcześniej nie dostrzegałeś, siedząc nad rzeką i myśląc o niej słyszysz dźwięk przelewającej się wody i stwierdzasz, że nigdy dotąd tak pięknie nie brzmiał. Każda chwila z tą dziewczyną jest na wagę złota, łapiąc ją za rękę, czujesz ukojenie, od jej oddechu na policzku przechodzą Cię dreszcze i te ciepło, które bije od jej ciała... Odkrywasz w sobie romantyka. Robisz rzeczy, których nigdy wcześniej byś nie zrobił, bo wydawały Ci się żenujące. Przeciwnie, jesteś dumny ze swoich czynów bo na twarzy ukochanej maluje się wdzięczność, a w tych wielkich, pięknych oczach ten błysk, którego nigdy nie zapomnisz. Zauroczenie przechodzi i zostaje sama miłość, tak silna jak nigdy. Nie dostrzegasz już tego całego piękna w okół, gdyż zamiast patrzeć się jak idiota na niebo, wolisz chłonąć, spojrzenie kobiety, którym Ciebie obdarowywuje. Nie ma w nim już tej niewinności co kiedyś, ale prawdziwe uczucie, które mógłbyś chłonąć dniami i nocami i ten błysk, który zawsze pozostanie taki sam.

Wpis dedykuje osobie za którą szalałem, szaleje i będę szaleć. Pokazałaś mi zupełnie inną stronę życia, które przed Tobą było nudne i ponure

niedziela, 10 października 2010

Horyzonty



Gadając dzisiaj z nową przyjaciółką - Colą, zaczęło do mnie docierać jak nie wiele brakuje do rozpoczęcia zupełnie nowego rozdziału. Wiem, potrafi być to zaiste niebotycznie przerażające...

Czasem jeden pierdolony krok za dużo może zaprowadzić Cię do szpitala z połamanymi żebrami i wstrząśnieniem mózgu. Czasem jedno słowo potrafi zakończyć coś pięknego, czego nigdy kończyć byście nie chcieli. Czasem...

Czasem jednak to co na pierwszy rzut oka wydaje się końcem sensu waszej egzystencji na dobrą sprawę w każdej chwili może okazać zupełnie nowe perspektywy. Nie bójcie się zrobić kroku, który Was tak przeraża, bo jakby nie patrzeć - życie jest zbyt krótkie, aby męczyć się i tłuc z własnym sumieniem.

Choć ma początku nabijałem się z Coli, bo wydawała się dziwna to w głębi duszy poczułem z nią jakąś emocjonalną więź. Rozmowy z nią doprowadziły mnie do naprawdę bardzo poważnych rozkmin. Jej na pozór banalny problem(którym nie będę się tu dzielił ze wszystkimi, bo kurwa nie wasza sprawa) zamykał jej "drogę" do uwolnienia się od czegoś co najnormalniej w świecie więziło ją. Tak błahy problem. Wystarczyłoby pokonać tę szczyptę strachu, która zaciskała się w okół jej serduszka.

"Dość! Nigdy więcej strachu i rozpaczy." - Do takiego wniosku doszedłem, ale czy aby na pewno będę się trzymał tego co sam sobie wytworzyłem w głowie? Mam nadzieje, czas pokaże...

Wiem, wiem... spadek formy. Wybaczcie, ostatnio naprawdę jest ciężko. Wpis troszkę przykrótki, ale musiałem co nie co z siebie wyrzucić. Tak Strongmanie, mi też jest potrzebna samotnia.

środa, 6 października 2010

Otchłań


Kurwa mać!
Co ja komu zrobiłem, że nie zasługuję na "kilka chwil" spokoju. Wiecznie ktoś chce czegoś ode mnie. Kim ja niby jestem jakimś "boczkiem" dla wszystkich? Oj dużo bym oddał by mieć swoją, dosłownie tylko swoją samotnie. Czy ja dużo wymagam? Wystarczy mi fotel, słuchawki i brak zrzędzenia.

Nawet w swoim jebanym pokoju słyszę wiecznie "zrób to", "zrób tamto". Każdy z Nas ma na... No i wybito mnie z rytmu kolejną świetną radą pod tytułem: "nie słuchaj takiej głupiej muzyki, normalnie jakiś nowy hit..."No dzięki ale jednak moim skromnym zdaniem Brudne Serca to dobra muza bo czemu ma być zła tylko z tego powodu, że ktoś od czasu do czasu "rzuci mięsem" i to nie bez powodu bo zazwyczaj trafi "za 3 pkt". Wole to od zalewającej nas tandety. Dobrze a może raczej źle, że ludzie nie znają języka "endżelskiego". Zobaczyliby o jakich niebotycznych pierdołach śpiewają te pop'owe fleje.

Oczywiścnie nie chciałbym na starość mieszkać sam gdyż nie jest to fajne a raczej bardzo przygnębiające. Może ten stan się w niedalekiej przyszłości zmieni (muzyczna salka) ale w sumie jeszcze nie wiadomo. Może w końcu będe miał przyjemność usiąść i skosztować jakieś JD mając na wszystko wyjebane. Nieeeeee niemożliwe bo mogę sobie dać ręke uciąć, gdybym siedział tam za często to by się zaczęło: "A gdzie ty bywasz, po co, dlaczego jak, z kim którędy tyfy tyfy tyfy". Urok "troskliwych rodziców"

I tak leci czas. Kontrolowany przez starszych kontrolowany przez kobietę, kontrolowany przez otoczenie, kontrolowany przez szefa. Tylko dlaczego zamiast kontrolować, sterować, itp nie zaczniecie naprawy świata od siebie aha i jeszcze jedno. Świat mógłby być tak miły i dać mi samemu żyć czy to nierealne?

I w ten oto sposób przechodzimy od moich częstych konfrontacji z mamą do problemu o wiele większego. Przeciętny obywatel zjada i to ze smakiem to co podadzą mu na talerzu telewizja lub inne środki tak zwanego masowego przekazu. Naoglądają się takiego TVN'u i już wszystko wiadomo. Stało się to, to i to ale czy aby napewno to prawda? Niewiadomo bo kto by oglądał przykładowo kilka stacji informacyjnych tylko po to by sprawdzic wiarygodność danej informacji o innych poszukiwaniach autentyczności nie wspominając. Oczywiście nie da się tego wszystkiego sprawdzać ale wg mnie nie da się ukryć, że media, czy władza chce kontrolować zaślepiony tłum. Przykładowo by zostawić po sobie dobre wrażenie to po co przedstawiać złe statystyki jak można pokazywać tylko te progresywne. Obawiam się niestety że nie da się tego wyeliminować gdyż jest to raczej nierealne.

Ostatnimi czasy doszedłem do wniosku, że niektórzy postępują naprawdę niemądrze (och jakże delikatnie ujęte). Otóż rozchodzi mi się o wybory. Ogrom ludzi nie podejmuje nawet tak niewielkiego wysiłku by spróbować coś poprawić. Oczywiście dużo się nie zmieni ale jednak jak słyszę wieczne narzekania kogoś komu nie chcę się nawet dupy ruszyć by wypełnić jebaną kartkę normalnie krew mnie zalewa. Od czegoś trzeba w końcu zacząć no nie? Ale zawsze jest jakieś ale. Wielu "Polaków" po prostu ma to w dupie. Są całkowicie nie świadomi politycznie, nie mają żadnych zapatrywań na kraj. Nie twierdze, że jestem jakimś znawcą tematu bo pojęcie mam minimalne ale chyba wystarczające. Bo czy dużo wysiłku kosztuje ogarnięcie mniej więcej co się dzieje na arenie politycznej? Nie mamy od chuja czołgów i myśliwców by mieć wszystkich w dupie a "Rudy 102" niestety nie jest niezniszczalny. Jestem pewien, że nie chcielibyście funkcjonować posługując się j. niemieckim ale większość nie podjęłaby jakiegokolwiek działania. Dobrze, że czasy wojen minęły bo powstańców możnaby było ze świecą szukać.

No cóż niestety taka rzeczywistość i tyle. Aha i dziękuje ziomkowi z urzędu miasta za życzenia urodzinowe.